W XVIII wieku, w czasach, gdy w Europie kończyły się już polowania na czarownice, w małej wsi Ławki w gminie Trzemeszno rozegrał się dramat, który do dziś budzi grozę i zdumienie. W 1753 roku Jan i Elżbieta Celchowie zostali oskarżeni o czary, a ich sprawa trafiła przed sąd wójtowski w Gnieźnie. Był to jeden z ostatnich procesów tego typu w Wielkopolsce.
Próba zimnej wody i tortury
Zanim rozpoczęto właściwe postępowanie, Elżbietę poddano tzw. próbie zimnej wody, która miała dowieść jej winy. Zgodnie z ówczesnymi wierzeniami, woda poświęcona przez chrzest Chrystusa miała przyjąć osobę niewinną, a odrzucić tę, która zawarła pakt z diabłem. Elżbieta utrzymała się na powierzchni, co uznano za dowód jej winy. Następnie poddano ją torturom, podczas których zeznała, że od pięciu lat jest czarownicą, nauczyła się czarów od Doroty Linsowej z Łasków, wyrzekła się Boga i wraz z innymi kobietami udawała się na Łysą Górę, gdzie tańczyła z diabłem zwanym Jaśkiem.
Wyrok i losy rodziny
Wyrok był tragiczny – Elżbietę skazano na spalenie na stosie, a egzekucję wyznaczono na 6 lipca 1753 roku. Jej mąż Jan, który przebywał w areszcie, zdołał uciec, wiedząc, że może podzielić los żony. Małżeństwo pozostawiło czworo synów i cztery córki. Historyk Stanisław Karwowski, opisując tę sprawę w XIX wieku, zadał wymowne pytanie: „Kogo oczarowali, niewiadomo?”.
Procesy o czary były w tamtych czasach narzędziem rozwiązywania konfliktów i porachunków, a zeznania wymuszano torturami. Historia Elżbiety Celchowej to przestroga przed fanatyzmem i brakiem racjonalnego myślenia, która przypomina, jak łatwo można zniszczyć niewinnych ludzi.
Źródło: Gmina Trzemeszno
Fot. m.facebook.com

